Felietony ze szkolnej półki

 

 „Kto Ty jesteś? Polak mały!"

 

Jak wygląda sytuacja świadomości historycznej młodych Polaków? Czy jest tak źle jak mówi  wielu? I kto za to odpowiada?

 

 

    17 września w  programie informacyjnym TVN Fakty  poruszono temat niewiedzy młodych Polaków o wydarzeniach sprzed 69 lat. Reporter mówił o tym, że młodzi Polacy nie wiedzą, co się wydarzyło tego dnia. Przedstawiono opinie uczniów różnych polskich szkół, twierdzących, że 17 września wprowadzono stan wojenny, że Hitler zaatakował Polskę, że wtedy zakończyła się druga wojna... Ręce opadają…Młodzi Polacy nie różnią się wcale od młodych Amerykanów. Taka sama tępota i sflaczałe mózgi, rozpuszczone w Internecie, grach, gadżetach. Konsumpcja, życie w wolności i bez obowiązków. To znak dzisiejszej rzeczywistości. A przejaw takiego braku choćby podstawowej wiedzy historycznej, może skończyć się tym, że w razie wojny ci dzisiejsi "spoko" i "wyluzowani" będą użyźniać glebę w trakcie jakiejś wojny jako mięso armatnie.

     Żyjemy w czasach wyścigu szczurów, globalizacji, rozbuchanego konsumpcjonizmu i diabeł wie, czego jeszcze. Ludziom po prostu świadomość historyczno-kulturowa przestaje być potrzebna. Dodatkowo, nasza historia podawana jest w toporny i nieatrakcyjny dla młodego człowieka sposób - np. nakazu wkuwania wielu dat na sprawdziany lub przedstawiania postaci historycznych tylko w jednym świetle, a z tego wszystkiego niewiele wynika. A przecież najważniejsze jest, aby był ktoś, kto zainteresuje tym kolejne pokolenia. W domach nie rozmawia się o przeszłości kraju, a w szkole historia jest przez wielu nauczycieli traktowana jako zwyczajna lekcja, którą trzeba odbębnić. A to powinno być coś więcej. Zachowania, jakich małe dzieci zostaną nauczone, potem mogą być bardzo trudne do wykorzenienia. Zainteresowanie historią, choćby i zwykła świadomość pewnych rzeczy nie jest tutaj wyjątkiem. Jeśli rodzice i szkoła nie zadbają już na początku, aby młody człowiek, którego umysł dopiero się kształtuje, zrozumiał pewne rzeczy, to trudno się spodziewać potem, że nagle zacznie go to interesować. Dodatkowo, jeśli uczniowie będą musieli nauczyć się 15-20 dat na pamięć, to po tygodniu nic im z tego nie zostanie. I tak rok w rok będą tego mieli dokładane coraz więcej, aż w końcu zacznie ich to denerwować. Przede wszystkim chodzi o to, aby uczniowie orientowali się w tym, co się działo w historii, a nie aby byli ekspertami historycznymi.
Nauczyciel często jednostronnie podchodzi do lekcji, według własnego widzimisię, przedstawia postacie historyczne tak jak on sam je ocenia, a nie obiektywnie. Albo inny typ nauczyciela: mówi bezbarwnie, jakby recytował. I jak tu zainteresować klasę, kiedy sam nauczyciel nie jest zainteresowany tym, co mówi? Tu potrzebny byłby człowiek z pasją i zaangażowaniem, a nie, za przeproszeniem, nudny facet, memlący o czymś w historii i mówiący obrażonym tonem, niepotrafiący nikogo zainteresować. Innym problemem jest pomijanie pewnych  tematów przez nauczycieli: nie wiem, czy to możliwe, ale w jaki sposób można od powstania styczniowego przejść od razu do pierwszej wojny światowej? To wszystko, o czym piszę, jest istotne, choć nie twierdzę oczywiście, że bez znaczenia pozostaje tu zaangażowanie ucznia, bo przecież ono również jest kluczową sprawą.

     Parafrazując biblijną przypowieść o siewcy, ziarno, które spadnie na suchą i nieurodzajną ziemię, nie zakiełkuje. I nie pomoże tu nawet najwybitniejszy nauczyciel, gdy większość uczniów praktykuję sposób „3Z" –zakuć, zdać, zapomnieć. Czasami więc pracę takiego nauczyciela można porównać do porywania się z motyką na słońce. Nie istnieje żaden złoty środek, który zaradziłby fali niewiedzy historycznej.

     Świadomość historyczna ewidentnie spada, mimo to istnieją jeszcze także ludzie, bardzo młodzi ludzie, którzy tej teorii zaprzeczają. Sytuacje tę można przyrównać do poziomu czytelnictwa książek. Coraz mniej ludzi czyta, bo po co, skoro jest Internet, są streszczenia czy filmy? Mimo to nie zaprzestano pisać ani drukować książek. Historię da się przemilczeć, mimo to jesteśmy od niej w pełni zależni, bo przecież każdy kolejny dzień zależy od tego co było wczoraj. A jak powiedziała Elizabeth Kostova: „Studiowanie historii przygotowuje raczej do rozumienia teraźniejszości, niż do uciekania od niej w zamierzchłą przeszłość." A tę prawdę powinien zrozumieć każdy z nas...

                                                               Monika

 

serwis przygotowany przez MEDIART (w CMS) ©