Barok w moich oczach

 

Publiczność dopisała. Wiedzy także nie zabrakło.

Jak uczniowie PZS poradzili sobie z barokiem?

Całkiem nieźle!

 

     Czwartek, 12 lutego 2009, godzina 10:00, aula szkolna Powiatowego Zespołu Szkół przy ulicy Witosa wypełniona jest nie tylko miejscami dla widowni i występujących - przy ścianach na stojakach prezentują się prace artystyczne i literackie uczniów. Powodem takiego wystroju sali nie jest jednak żadna wystawa ani obejrzenie nudnej i sztywnej akademii - to zupełnie inna okazja.

     Konkurs wiedzy o epokach literackich stał się już tradycją w PZS. Co roku tematem przewodnim staje się inna epoka, a imprezie towarzyszą również dodatkowe konkursy, w których uczniowie wykazują swoje umiejętności w pisaniu wierszy czy tworzeniu prac artystycznych. Tegoroczna impreza odbywała się pod hasłem epoki pełnej wojen, przepychu, zwątpienia i kruchości człowieka - baroku. Każda klasa typowała trójkę reprezentantów lub zgłaszała ochotników, którzy brali udział w eliminacjach, rozwiązując wspólnie test. Wygrywał ten zespół, który - co oczywiste - zdobył najwięcej punktów. W ten sposób do finału dostały się 4 drużyny - były zdecydowanie zadowolone i usatysfakcjonowane wynikiem. Ci, którym sie nie udało, nie byli załamani, nie płakali, nie wypominali wzajemnie błędów - po prostu śmiali się z własnej niewiedzy i obiecywali nie popełniać takich gaf w przyszłości. Nie przemawiała przez nich urażona duma ani niespełnione ambicje - byli zadowoleni, że nie musieli siedzieć na matematyce, chemii czy biologii. Dzięki czynnemu udziałowi w konkursie ominęła ich odpowiedź przy tablicy.

Czy to jednak o to chodziło? Czy celem, jaki miał przyświecać tego typu imprezom to rzeczywiście usprawiedliwiona ucieczka z lekcji? Wcale nie. 

     Organizatorom przede wszystkim zależało na nieprzymusowym zdobyciu wiedzy, która na pewno się przyda, a także do rozwoju zdrowej i uczciwej rywalizacji między uczestnikami. Nauczyciele twierdzą, że problemem jest namówienie nas, uczniów, do nauki ponadprogramowej. Oczywiście, można się z nimi zgodzić, ale tylko częściowo. Trudno jest uczyć się jednocześnie z 14 przedmiotów na tak samo równym, wysokim poziomie. Oni to wiedzą, ale nadal są przekonani, że ich przedmiot jest najważniejszy i że z pewnością sobie poradzimy. Tak, niestety, nie jest. Staramy się nadrobić materiał ze wszystkich przedmiotów i w ten sposób brakuje nam czasu na zdobywanie wiedzy na wyższym poziomie.

     Absolutnie nie twierdzę, że wszelakie konkursy są złe, wręcz przeciwnie - dostarczają nam pozytywnych wrażeń, gwarantują niezapomniane emocje i przede wszystkim - uczą. Nam potrzebna jest mobilizacja i, jak wiadomo, każda jest dobra. Wielu uczniów satysfakcjonuje nawet najmniejsza nagroda - piątka z polskiego za aktywność czy dyplom potwierdzający wygraną. My nie jesteśmy leniwi. Nie bierzemy udziału w konkursie, by zwiać z lekcji i nie słyszeć podniesionych głosów nauczycieli. Tak mówimy, by nie czuć się winnymi przegranej i nie zawieść wychowawców.

     Zespoły, które nie dostały się do finału, brały w nim udział jako widownia - dzielnie dopingowały finalistów i z pewnością żałowały, że nie siedzą na ich miejscu. I tak, dzięki miłej atmosferze i solidnemu przygotowaniu walka między uczestnikami finału była bardzo zacięta. Doszło nawet do dogrywki, ale obeszło się bez żadnych krwawych i niesmacznych scen walk i rywalizacji.     Zrozumieliśmy, że warto się uczyć. Warto jest posiadać wiedzę ponadprzeciętną w każdej dyscyplinie życia i móc się nią pochwalić. Należy wic brać udział w konkursach, turniejach, imprezach naukowych - z każdej coś się wyciągnie i zapamięta na długo. Jak mawiał niegdyś Władysław Grzeszczyk: "Nie to, co już wiemy, lecz to, co chcemy wiedzieć - świadczy o naszej mądrości". Miejmy nadzieję, że tak też się stanie.

                                                                                         Dorota

 

serwis przygotowany przez MEDIART (w CMS) ©