Niedzielne wykłady

      8 listopada 2009 roku w sali nr 125 im. Tadeusza Mikulskiego odbył się kolejny wykład z serii Spotkań w Nehringu – popularnonaukowych wykładów polonistycznych organizowanych przez Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej i Okręgowy Komitet Olimpiady Literatury i Języka Polskiego we Wrocławiu. Temat drugiego w tym roku akademickim spotkania brzmiał: "Na imię mam Kasia i jestem uczniem 2. klasy." Czy język powinien mieć płeć?. Frekwencja była niemalże rekordowa – wszystkie miejsca w sali były zajęte.

     Wykład prowadziła dr Agnieszka Małocha, która sama przedstawiła się jako doktora, przyznając jednocześnie, że jest to określenie typowo feministyczne. Taki sposób tworzenia wyrazów nazywa się lingwistyką płci (dyscyplinę przybliża m.in. w publikacja Jolanty Kozłowskiej – redaktorki feministycznego kwartalnika „Zadra"). Dr Małocha zwróciła również uwagę na to, że w języku polskim zachodzi wyraźna dysproporcja pomiędzy wartościowaniem płci męskiej i płci żeńskiej, nazywając zjawisko androcentryzmem, patriarchatem lub seksizmem.

            Słuchając wywodu prowadzącej, można było odkryć wiele ciekawostek związanych z potoczną mową, a na które nie zwraca się uwagi, typu: 80 % imion żeńskich, nazw własnych żeńskich pochodzi od imion męskich (np. Jan – Janina). Odwrotna sytuacja zachodzi tylko w nielicznych przypadkach, np. Maria – Marian, kiedy to imię żeńskie jest silniej zakorzenione w strukturze leksykalnej języka polskiego. Co ciekawe, podobnie jest z nazwami zawodów, stanowisk
i funkcji. Tworzenie nazw generycznych, czyli wspólnonarodowych (np. dyrektor – dla określenia obu płci), próbowano zahamować w czasach PRL-u. Wówczas „na siłę" tworzono żeńskie odpowiedniki nazw męskich, np. chirurg- chirurżka. Ze względu na często skomplikowaną wymowę i pisownię, społeczeństwo niechętnie używało takich sformułowań. Pary nazw uogólniających określa się rodzajem męskim – na babcię i dziadka nigdy nie powie się „babciowie", ale zawsze „dziadkowie", na wujka i ciocię podobnie mówimy „wujkowie". Prowadząca zwróciła też uwagę na tytuły wielu utworów, zastanawiając się, dlaczego określenie męskie zawsze stoi na pierwszym miejscu, a kolejno towarzyszy mu nazwa żeńska. Takie utwory to np. "Mistrz i Małgorzata", "Tristan i Izolda" czy też "Romeo i Julia".

       Wiele spośród frazeologizmów, określających pierwiastek męski, jak np. „męska decyzja". „chłopski rozum", nacechowane jest pozytywnie.
W opozycji lokują się takie powiedzenia, jak „babskie gadanie" czy „kobieca zmienność" zawsze oznaczają coś negatywnego. Zaprezentowane zjawisko określa się w języku asymetrią rodzajowo–stylową.

      Agnieszka Małocha podała kilka metod, jak przeciwdziałać „zanikowi kobiet"
w języku. Rozpoczęła od tego, że podczas wystąpień, choćby wygłaszania wykładu czy referatu, należy wyraźnie zaznaczać, że w sali znajdują się zarówno mężczyźni, jak i kobiety, unikając zwrotu państwo. Można również w wielu sytuacjach stworzyć formę żeńską. Podczas podpisywania umowy o założenie nowego konta, każda osoba zawierająca tę umowę, podpisze się przy wskazaniu: „posiadacz konta", bez względu na to czy będzie to kobieta czy mężczyzna. Gdyby napisane było: „właścicielka", mężczyzna najprawdopodobniej nigdy
w tym miejscu nie złożyłby swojego podpisu.
Dlatego na tego typu dokumentach powinno się stosować sformułowania typu: „osoba posiadająca konto".
Nieczęsto zwraca się również uwagę na, że w podręczniki przesycone są androcentryzmem.
I tak w podręczniku dla klas 1 – 3 "Wesoła szkoła" polecenia są formułowane tak, jak gdyby były kierowane tylko do chłopców, np.
„opowiedz, na jakim filmie byłeś" lub „co różni twoją pracę od prac kolegów". Aby uniknąć androcentryzmu, można by używać trybu rozkazującego – „napisz".

       Wykład był bardzo ciekawy ze względu na możliwość spożytkowania jego treści w codziennym życiu.

                                                                                              Opracowała: Sara III b

serwis przygotowany przez MEDIART (w CMS) ©